Notowania WIG20
reklama
Aktualne Kursy walut
| bat (Tajlandia) | 1 THB | 0,1005 |
| dolar amerykański | 1 USD | 3,1170 |
| dolar australijski | 1 AUD | 2,8496 |
| dolar Hongkongu | 1 HKD | 0,4008 |
| dolar kanadyjski | 1 CAD | 2,9688 |
| dolar nowozelandzki | 1 NZD | 2,2377 |
| dolar singapurski | 1 SGD | 2,3149 |
| euro | 1 EUR | 3,9494 |
| forint (Węgry) | 100 HUF | 1,3677 |
| frank szwajcarski | 1 CHF | 3,0839 |
| funt szterling | 1 GBP | 4,8078 |
| hrywna (Ukraina) | 1 UAH | 0,3932 |
| jen (Japonia) | 100 JPY | 3,7131 |
| korona czeska | 1 CZK | 0,1598 |
| korona duńska | 1 DKK | 0,5305 |
| korona estońska | 1 EEK | 0,2524 |
| korona islandzka | 100 ISK | 2,6258 |
| korona norweska | 1 NOK | 0,4996 |
| korona szwedzka | 1 SEK | 0,4255 |
| kuna chorwacka | 1 HRK | 0,5421 |
| lej rumuński | 1 RON | 0,9214 |
| lew bułgarski | 1 BGN | 2,0193 |
| lira turecka | 1 TRY | 2,0543 |
| lit litewski | 1 LTL | 1,1438 |
| łat łotewski | 1 LVL | 5,5720 |
| peso filipińskie | 1 PHP | 0,0703 |
| peso meksykańskie | 1 MXN | 0,2382 |
| rand (RPA) | 1 ZAR | 0,4275 |
| real brazylijski | 1 BRL | 1,8005 |
| ringgit malezyjski | 1 MYR | 1,0007 |
| rubel rosyjski | 1 RUB | 0,1007 |
| rupia (Indonezja) | 10000 IDR | 3,4470 |
| won (Korea Płd.) | 100 KRW | 0,2655 |
| yuan renminbi (Chiny) | 1 CNY | 0,4584 |
| SDR (MFW) | 1 XDR | 4,6886 |
Popularne newsy
W piątek na porannym fixingu London Bullion Market cena złota wyniosła 1252 USD za uncję i była wyższa od wczorajszego zamknięcia o 0,28%.Dzisiaj nad ranem, podczas sesji w Australii, zakończyła się batalia Goldcorp i Eldorado Gold o przejęcie spółki Andean Resources Ltd. Pierwszym podmiotem, który złożył ofertę przejęcia był Eldorado Gold. Zaoferował 6,36 CAD za akcje. Jednak później Goldcorp, druga największa pod względem kapitalizacji spółka z branży wydobycia złota w Kanadzie, zaoferowała o 2% wyższą cenę wynoszącą 6,5 CAD. Zarząd Andean zaakceptował wyższą ofertę złożoną przez Goldcorp. Wartość transakcji wyniesie 3,6 mld CAD. Na wczorajszej sesji akcje przejmowanej spółki Andean wzrosły o 31%. Aprecjacja kursu byłaby znacznie większa, gdyby nie wstrzymano handlu papierami spółki. Od dna notowań ustanowionego w październiku 2008, cena akcji spółki wzrosła 1400%.Bieżący rok na rynku przejęć spółek w branży wydobycia metali szlachetnych jest rekordowy. Według danych agencji Bloomberga, odbyło się 290 fuzji i przejęć o łącznej wartości 38,4 mld USD. Dla dużych producentów kruszcu, akwizycje małych spółek to najszybsza droga do zwiększenia zasobów złota. Zwłaszcza, że od kilku lat jest coraz większy problem z odkrywaniem nowych i łatwo dostępnych złóż. David Baker, partner w Baker Steel Capital Managers z siedzibą w Sydney, powiedział “Przejęcie spółki Andean dowodzi, że atrakcyjne depozyty złota są trudne do odkrycia i trzeba płacić za nie dodatkową premię. W przyszłości powinniśmy być świadkami większej ilości przejęć spółek w tym sektorze”.źródło: Gorąca zima na rynku przejęć spółek złota w Australii
Raport z amerykańskiego rynku pracy w centrum uwagiW czwartek handel na parkietach europejskich przebiegał bardzo spokojnie. Sesja rozpoczęła się od niewielkiej korekty związanej z mocnymi środowymi wzrostami. W trakcie dnia indeksom udało się wyjść na niewielki plus. Publikowane wczoraj dane makroekonomiczne chociaż miały pozytywny wydźwięk nie wpłynęły na decyzje inwestorów. Dane o PKB (wzrósł o 1,9% r/r) i inflacji ze strefy euro były bardzo zbliżone do prognoz, podobnie jak informacje o nowych bezrobotnych w USA. Jedynie indeks sprzedaży domów na rynku amerykańskim wzrósł mocniej niż oczekiwano. Warto wspomnieć jeszcze o decyzji Europejskiego Banku Centralnego, który pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Ostatecznie sesja zakończyła się wzrostem indeksów na giełdach Londynie (+0,09%) i Paryżu (+0,21%), bez zmian pozostała giełda we Frankfurcie. Wczorajszy dzień przyniósł także wzrosty na GPW. Indeks WIG20 zyskał na zamknięciu 0,29% i zakończył sesję na poziomie 2460 punktów. Dobrze spisywały się w czwartek walory banków na czele z akcjami PKO BP (+1,81%), które ponownie znajdują uznanie w oczach inwestorów po zeszłotygodniowych zapowiedziach dotyczących wprowadzeniu podatku bankowego. Na rynku walutowym także nie działo się zbyt wiele, jednak złoty umocnił się względem dolara i euro. Kurs EUR/PLN dotarł w okolice 3,96 zł, a USD/PLN zbliżył sie do 3,09 zł.Drugą z rzędu wzrostową sesję zaliczyły wczoraj indeksy na Wall Street. Sprzyjające dane makroekonomiczne zachęciły inwestorów do kupowania akcji, optymizm studziło jednak oczekiwanie na dzisiejszy raport z rynku pracy. Indeks S&P500 zyskał na zamknięciu 0,91%. Dzisiaj rano wzrostami zakończyła się sesja na większości giełd azjatyckich dzięki dobrej postawie spółek z sektora technologicznego, japoński indeks Nikkei 225 zyskał 0,57%. Przed nami dzisiejszy raport z amerykańskiego rynku pracy i pytanie czy jest on w stanie coś zmienić w ogólnej sytuacji rynkowej. Po słabym sierpniu, wrzesień rozpoczął sie dosyć optymistycznie, widać większe zaangażowanie inwestorów, którzy wrócili do handlu po wakacyjnej przerwie, co może stanowić przesłankę do powrotu dominacji strony popytowej. Na GPW indeks WIG20 cały czas dzieli odległość ok. 40 punktów do istotnego dla dalszego rozwoju sytuacji poziomu 2500 punktów, którego przebicie dałoby nadzieję na dotarcie w okolice tegorocznych szczytów.źródło: Raport z amerykańskiego rynku pracy w centrum uwagi
Oni zarabiają od 65 do 266 tys. zł miesięcznieW minionym półroczu członkowie zarządów największych firm z GPW zarabiali miesięcznie średnio 65 tys. zł czyli podobnie jak przed rokiem – podał portal onet.pl powołując się na informację PAP. Największe pensje wypłacane były w sektorze bankowym. Rekord należy do banku BPH gdzie na pensje zarządu wydano 11 mln zł (ok. 266 tys. zł na członka zarządu). Na drugim miejscu znalazł się zarząd Pekao Banku Handlowego – odpowiednio 232 i 222 tys. zł miesięcznych pensji. Znacznie mniej bo zarabiali ostatnio członkowie zarządu PKO BP – 82 tys. zł miesięcznie. Jeszcze w poprzednim półroczu było to 950 tys. zł miesięcznie.źródło: Oni zarabiają od 65 do 266 tys. zł miesięcznie
Słomiany zapał byków szybko się wyczerpałŚrodowa szarża byków okazała się jednorazowym wyskokiem. Na kontynuację nie starczyło im już siły, mimo że nie pojawiły się żadne informacje, które mogłyby spowodować radykalną zmianę nastawienia inwestorów do akcji. Wręcz przeciwnie, liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych za oceanem była nieznacznie niższa, niż oczekiwano, co mogło zdopingować do poprawy nastrojów. Nie zdopingowało. Nad rynkiem ponownie zawisła niepewność. Związana była z piątkowymi danymi dotyczącymi amerykańskiego rynku pracy, o którym jakoś w środę zapomniano. Sytuacji nie zmieniła informacja o wzroście zamówień w przemyśle o 0,1 proc., podczas gdy spodziewano się zwyżki o 0,3 proc. oraz o nieoczekiwanym wzroście liczby umów kupna domów o 5,2 proc. Indeksy na Wall Street po tych danych zyskiwały po kilka dziesiątych procent. Polska GPW Czwartkowa sesja na warszawskiej giełdzie zaczęła się od niewielkiego wzrostu indeksów o 0,2-0,3 proc. Po chwilowym porannym osłabieniu kontynuowały one rozpoczęty w środę marsz w górę. Nie był on jednak zbyt dynamiczny. Około południa WIG20 zyskiwał 0,5 proc. W pierwszej części notowań spośród grona największych spółek wyróżniały się rosnące po ponad 1 proc. akcje PZU i PKO. Na drugim biegunie znalazły się papiery BRE i Pekao, tracące po 0,8-0,9 proc. Jeszcze przed południem skala wzrostu akcji PKO zwiększyła się do 2,5 proc., zdecydowanie pomagając indeksowi. Poza nimi WIG20 nie miał jednak większego wsparcia. Dopiero po informacji o możliwości podniesienia prognozy wyników w górę ruszyły walory KGHM, zyskując 1,5 proc. Zmniejszyła się za to skala wzrostu papierów PZU oraz PKO i w efekcie indeks największych spółek tkwił w wąskim, zaledwie piętnastopunktowym przedziale. Ostatecznie zakończył dzień wzrostem o zaledwie 0,29 proc., a WIG wzrósł o 0,55 proc. Nieco lepiej poradził sobie wskaźnik średnich spółek, zyskujący 0,62 proc. Liderem okazał się sWIG80, który wzrósł o 1,02 proc. Obroty wyniosły 1,7 mld zł. Giełdy zagraniczne Środową sesję byki na Wall Street wykorzystały perfekcyjnie. Oczywiście pretekstem do silnych wzrostów był niespodziewanie wysoki wzrost wskaźnika aktywności amerykańskiego przemysłu. Pozostałe dane już tak bardzo optymistyczne nie były. Raporty dotyczące rynku pracy dały mocno niejednoznaczne sygnały, wydatki na inwestycje budowlane spadły, ale to nie miało żadnego znaczenia. Na razie. Zapomniano szybko o sygnalizowanych wcześniej zmartwieniach, które działały zdecydowanie na korzyść niedźwiedzi. Znaczenie miała jednak trzecia z rzędu obrona przed spadkiem S&P500 poniżej 1040 punktów w trakcie wtorkowej sesji i coraz bardziej widoczna chęć odreagowania sierpniowych niepowodzeń. Tak czy inaczej, 2,5 proc. zwyżka Dow Jones’a i niemal 3 proc. wzrosty Nasdaq i S&P500 mogły zrobić wrażenie. O kierunku ruchu indeksów w najbliższej przyszłości jeszcze nie przesądzają, ale przynajmniej dają solidny bufor, na wypadek gdyby piątkowe dane o zmianie liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym okazały się rozczarowujące.Amerykański optymizm przeniósł się na giełdy azjatyckie, na których zdecydowanie dominowały wzrosty. Nikkei zwiększył swoją wartość o 1,5 proc., oddalając się jeszcze bardziej od niedawnego minimum. Pomaga mu słabnący jen i nadzieja, że trwająca od maja tendencja jego umacniania się zostanie przynajmniej zahamowana. Bardzo zmienne nastroje na giełdzie chińskiej nie świadczą chyba najlepiej o stanie nerwów tamtejszych inwestorów. Po środowym spadku o 2,8 proc., dziś Shanghai B-Share zyskał 2,2 proc., a Shanghai Composite wzrósł o 1,25 proc.W Paryżu inwestorzy korygowali dziś wczorajszy przesadzony chyba optymizm. Po środowej zwyżce o 3,8 proc. tamtejszy indeks zaczął dzisiejsze notowania spadkiem o 0,5 proc. Po około 0,2 proc. zniżkowały wskaźniki w Londynie i Frankfurcie, które wczoraj także mocno poszalały, zwyżkując grubo ponad 2 proc. DAX jednak trzymał się w bezpiecznej odległości od pokonanego w środę poziomu 6000 punktów. Na początku notowań sytuacja na giełdach naszego regionu był dość zróżnicowana. W Budapeszcie indeks tracił 1 proc., w Bukareszcie spadek sięgał 0,7 proc., a w Moskwie zaledwie 0,1 proc. Wskaźniki w Sofii i Pradze zyskiwały po 0,6 proc. Przez większą część dnia niewiele się działo. DAX kilkukrotnie próbował wydostać się nad kreskę, ale za każdym razem podaż spychała go niżej. Nieco lepiej radził sobie CAC40, a najlepiej sztuka ta udawała się wskaźnikowi w Londynie, który zyskiwał nawet 0,7 proc. Tuż po godzinie 16.00 indeks w Paryżu zyskiwał 0,5 proc., w Londynie zwyżka sięgała 0,6 proc. DAX znajdował się niemal dokładnie na poziomie środowego zamknięcia. Waluty Środowa dominująca tendencja do umacniania się wspólnej waluty, zakończona w okolicach 1,285 dolara za euro została nieco skorygowana jeszcze wczoraj wieczorem. Dziś przed południem jednak euro nadal wykazywało chęć do wzrostu. Po początkowym spadku do 1,277 dolara, kurs wspólnej waluty ponownie znalazł się powyżej 1,28 dolara.Nasza waluta nie przejmowała się zbytnio tym, co działo się na rynku światowym i zdecydowanie umacniała się zarówno wobec dolara, jak i euro. Wieczorem kurs dolara dotarł do 3,09 zł i był niższy niż w środowy poranek o prawie 5 groszy. Dziś przed południem, po krótkim odreagowaniu, tendencja ta było kontynuowana i „zielonego” można było kupić po 3,08 zł. Podobnie było w przypadku wspólnej waluty. Po wcześniejszym przełamaniu poziomu 4 zł, kurs euro dziś rano wahał się w przedziale 3,95-3,97 zł z wyraźną tendencją do spadku. Oporny w ostatnich dniach frank wreszcie dał się nieco bardziej wyraźnie osłabić. Jeszcze w środę staniał o 5 groszy, kończąc dzień na poziomie 3,04 zł. Dziś jednak jego kurs trzymał się w przedziale 3,05-3,06 zł. Dopóki „szwajcar” będzie umacniał się wobec dolara, posiadacze kredytów we frankach nie mogą raczej liczyć na większą ulgę. W środę przez moment franka można było wymienić na dolara w proporcji niemal jeden do jednego. Jedyna nadzieja w tym, że frank już mocniejszy wobec „zielonego” nie będzie. Podsumowanie Zgodnie z wcześniejszymi obserwacjami, okazało się, że środowa opieszałość naszego rynku wobec mocnych wzrostów na większości giełd światowych dziś „zaowocowała” jego względną siłą. Przez większą część dnia WIG20 ustępował jedynie indeksom w Londynie i Atenach. Tyle tylko, że dziś do znalezienia się na podium wystarczyła mu zwyżka o zaledwie 0,4-0,5 proc. i nawet osłabienie w końcówce do 0,3 proc. nie było w stanie go tego miejsca pozbawić. Można trochę pomarudzić, że siła indeksu opierała się w znacznym stopniu jedynie na walorach PKO i KGHM, ale liczy się przedłużenie wzrostowej serii i utrzymanie się powyżej 2450 punktów. To dobry start do silniejszej zwyżki, gdy tylko okoliczności zewnętrzne okażą się sprzyjające.źródło: Słomiany zapał byków szybko się wyczerpał
Co zmiana stawek VAT oznacza dla przedsiębiorcy?Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami rządu, od 2011 roku zaczną obowiązywać nas nowe stawki podatku VAT. Wprowadzenie stawek 3, 8 i 23 procent, może wydawać się niewielką zmianą, jednak przy braku odpowiednich kroków na pewno będzie odczuwalne przez wszystkich podatników.Małe i średnie firmy produkcyjne, które nie mogą zrekompensować podwyżek efektem skali oraz niektóre przedsiębiorstwa usługowe, powinny szczególnie liczyć się z możliwymi konsekwencjami. Odpowiednio wczesne uwzględnienie zmian w planach rozwoju firmy pomoże zmniejszyć ich negatywne skutki.Zgodnie z rządowym planem na podstawowe produkty żywnościowe, książki i czasopisma specjalistyczne obowiązywała będzie stawka 5 procent. Na 8 procent ustalony został podatek m.in. na budownictwo mieszkaniowe, leki oraz niektóre media. Podstawowa stawka VAT będzie wynosiła 23 procent. Zmiany stawek można było się spodziewać. Nie tylko w związku z wysokim deficytem, ale też kończącym się w tym roku okresem obowiązywania obniżonych stawek podatku od towarów i usług, wynegocjowanych z Unią Europejską w 2007 roku.Przedsiębiorcy powinni przede wszystkim zastanowić się, w jaki sposób zmiana podatku wpłynie na ich działalność. W przypadku firm usługowych uaktualnienie planów finansowych będzie na pewno prostsze, niż w przypadku firm produkcyjnych, gdzie trzeba wziąć pod uwagę większą ilość zmiennych. Więcej trudności kalkulacje przysporzą też przedsiębiorcom, którzy wybrali bardziej skomplikowany model biznesowy. Warto skorzystać przy tej okazji z usług specjalistów zewnętrznych – radzi Małgorzata Siwek, prezes firmy Wellton Sp. z o.o.Należy też pamiętać o konieczności zmiany ustawień kas fiskalnych oraz informatycznych systemów księgowych służących do prowadzenia ewidencji podatkowej oraz wystawiania faktur. Na szczęście obie czynności to nieskomplikowane zabiegi techniczne, które wyspecjalizowanym serwisantom i informatykom nie zajmują dłużej niż kilka minut.Przedsiębiorcy powinni także przyjrzeć się umowom, które zostały zawarte na rok 2011. Modyfikacji mogą wymagać szczególnie te umowy, w których za podstawę rozliczeń przyjęto cenę brutto, a nie uwzględniono możliwości renegocjacji ceny w przypadku zmiany stawki VAT. Szczególnym przypadkiem są tutaj umowy zawierane w ramach Prawa zamówień publicznych. Obwarowania prawne takich umów sprawiają, że ich zmiana nie zawsze będzie możliwa do przeprowadzenia.Według oficjalnych komunikatów Ministerstwa Finansów zmiana stawek VATu nie powinna znacząco wpłynąć na podwyżkę cen. Ministerstwo prognozuje wzrost Inflacji o około 0,3 – 0,4 procent. Dodatkowo, zdaniem wiceministra finansów Ludwika Koteckiego, średniookresowa tendencja umacniania się złotego wpłynie na poziom cen dóbr importowanych, zwłaszcza ropy, co pomoże ograniczyć inflację. Można się jednak zastanawiać skąd w takim razie ma pochodzić 5 mld zł, czyli przewidywany dodatkowy wpływ do budżetu z tytułu podwyżki podstawowej stawki VAT.Przedsiębiorcy zwracają uwagę na znaczny wzrost kosztów produkcji żywności, który nastąpi po wprowadzeniu nowych stawek. Spowodowane jest to przede wszystkim podwyżką cen mediów, ale również zawieszeniem możliwości odliczenia VATu od paliw, czy w przypadku przedsiębiorców planujących powiększenie swojej floty – zawieszenie możliwości odliczenia VATu dla tak zwanych „aut z kratką”. Zdaniem niektórych przedsiębiorców, rosnące o blisko 20 procent koszty produkcji w naturalny sposób przełożą się na poziom cen żywności, który w związku z tym znacznie przekroczy rządowe prognozy.Na ocenę rzeczywistych skutków zmiany stawek VAT przyjdzie nam poczekać. Moim zdaniem nowa sytuacja będzie najbardziej dotkliwa dla mikro przedsiębiorstw, które niejednokrotnie już teraz balansują na granicy opłacalności. Firmy te mogą zostać zmuszone do zawieszenia działalności, lub przejścia do szarej strefy, co z kolei może znacznie zmniejszyć prognozowany przez Ministerstwo Finansów przychód do budżetu – podsumowuje Małgorzata Siwek.źródło: Co zmiana stawek VAT oznacza dla przedsiębiorcy?
Nowe wieści o szarej strefieKażdy kraj świata w mniejszym lub większym stopniu boryka się z problemem szarej strefy. W 2007 roku średnia wielkość gospodarki cienia osiągnęła wartość 34,5% oficjalnego PKB. Najnowszych informacji o szarej strefie dostarcza raport Banku Światowego.W latach 1999-2007 średnia wielkość szarej strefy dla 162 krajów świata nieznacznie wzrosła (z 33,7% do 35,5% PKB). Zwrot w kierunku pracy nierejestrowanej widoczny jest w niemal każdej części świata. Największe tego typu zmiany odnotowano w Azerbejdżanie, gdzie średnia wielkość szarej strefy wzrosła z 60,2% w 1999 roku do 69,6% PKB w 2007 roku.Polska szara strefa w 2007 roku ukształtowała się na poziomie 29,1% PKB. Gorszy wynik uzyskało jedynie osiem krajów unijnych: Słowenia, Cypr, Grecja, Litwa, Rumunia, Bułgaria, Estonia oraz Łotwa. Dla porównania, w Austrii wielkość gospodarki nieformalnej w badanych latach nie przekroczyła 10% PKB.Również w porównaniu z rozwiniętymi krajami spoza Starego Kontynentu Polska wypada słabo. Stany Zjednoczone w 2007 roku odnotowały szarą strefę rzędu 9% PKB, co mimo nieznacznego wzrostu w stosunku do lat poprzednich było drugim najlepszym wynikiem na świecie (zaraz po Szwajcarii - 8,7% PKB). Rezultat dla Kanady okazał się dwukrotnie wyższy (16,6%) i porównywalny do występującego w Niemczech czy Irlandii.Opublikowany przez Bank Światowy raport pokazuje, że wielkość szarej strefy zmienia się w zależności od regionu geograficznego. Istnieją kraje, w których aż 70% PKB wytwarzają pracownicy zatrudnieni „na szaro”. Z kolei dla Gruzji, Boliwii czy Azerbejdżanu polski wynik jest niedoścignionym wzorcem.źródło: Nowe wieści o szarej strefie
Do pracy na studiachPracodawcom opłaca się zatrudniać studentów. Nie zawsze muszą opłacać za nich składki na ubezpieczenie. Z każdym rokiem rośnie liczba osób zatrudnionych na podstawie umowy zlecenia. Pracodawcy chętnie zawierają takie umowy m.in. z tego powodu, że nie są związani przepisami dotyczącymi udzielania urlopu wypoczynkowego, wypłaty wynagrodzenia za okres choroby, wysokości minimalnego wynagrodzenia czy ochrony przed wypowiedzeniem umowy. W przypadku zatrudnienia studentów do ukończenia 26 lat na podstawie umowy zlecenia jest dodatkowa zaleta - osoby te nie podlegają bowiem ubezpieczeniom społecznym i zdrowotnemu. Dla zleceniodawcy nie ma znaczenia, czy dana osoba jest studentem studiów dziennych, zaocznych, wieczorowych. W związku z tym zatrudniając studenta do ukończenia 26 lat na podstawie umowy zlecenia, nie zgłasza się go do ubezpieczeń społecznych i do ubezpieczenia zdrowotnego. Należy pamiętać, że po ukończeniu 26 lat studenci podlegają ubezpieczeniom na zasadach ogólnych jak wszyscy zleceniobiorcy. Jeżeli jest to jedyny tytuł do ubezpieczeń, zatrudniona osoba podlega obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym, wypadkowemu - jeżeli praca będzie wykonywana w siedzibie lub miejscu prowadzenia działalności przez zleceniodawcę oraz ubezpieczeniu zdrowotnemu.źródło: Do pracy na studiach
O posadzie dla obcokrajowca decyduje wojewodaZatrudnienie w Polsce obywatela innego państwa UE nie sprawia polskim pracodawcom wielu kłopotów, ponieważ nie wiąże się z koniecznością występowania o zezwolenie na pracę - informuje Rzeczpospolita. Ci cudzoziemcy, a także z krajów Europejskiego Obszaru Gospodarczego mogą swobodnie przemieszczać się po terytorium państw członkowskich i podejmować w nich pracę. Gwarantuje to art. 39 traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską - czytamy dalej na łamach gazety. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja cudzoziemców spoza obszaru UE. Oni muszą poddać się specjalnej procedurze, by legalnie podjąć pracę na terenie Polski. Reguluje ją ustawa z 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (DzU z 2008 r. nr 69, poz. 415 ze zm.). Chodzi o uzyskanie zezwolenia na pracę. Formalności związane z jego uzyskaniem załatwia przyszły pracodawca, składając wniosek do wojewody właściwego ze względu na siedzibę pracodawcy.źródło: O posadzie dla obcokrajowca decyduje wojewoda
Cofnięcie rozwiązania umowy o pracę nie wiąże pracownikaZłożenie przez firmę pracownikowi wypowiedzenia umowy o pracę jest traktowane jako oświadczenie woli, do którego mają zastosowanie przepisy kodeksu cywilnego. Zasadniczo pracodawca nie ma możliwość swobodnej zmiany zdania i odwołania swojego wcześniejszego oświadczenia o wypowiedzeniu umowy o pracę. A to dlatego, że odwołanie oświadczenia woli, które zostało złożone pracownikowi, może być skuteczne tylko wówczas, gdy doszło do niego jednocześnie ze złożonym oświadczeniem lub wcześniej (art. 61 k.c) - informuje na swych łamach Dziennik Gazeta Prawna. Zmiana stanowiska przez pracodawcę, który wpierw zdecydował się na rozwiązanie umowy za wypowiedzeniem, a następnie uznał, że jest to dla niego niekorzystne, nie jest wiążąca dla pracownika. Pracownik może bowiem całkiem swobodnie nie zgodzić się z odwołaniem wręczonego mu wypowiedzenia -czytamy dalej.źródło: Cofnięcie rozwiązania umowy o pracę nie wiąże pracownika
Bedą zwolnienia w administracji rząd chce oszczędzić 1 mld złW planach rządu jest zwolnienie w 2011 r. co dziesiątego urzędnika oraz skrócenie czasu pracy i obniżka pensji w administracji. Planowane działania mają przynieść 1 mld zł oszczędności rocznie – podała Gazeta Wyborcza. Redukcja zatrudnienia ma objąć ministerstwa, agencje rządowe, urzędy wojewódzkie, urzędy skarbowe, ZUS, KRUS, NFZ, NFOŚ, PRFON. Zwolnień nie będzie w samorządach, sądach, prokuraturach, służbach mundurowych i specjalnych. Cięcie kosztów i etatów rozpocznie się od 1 stycznia 2011 r. Szefowie urzędów, którzy nie oszczędzą 10 proc. na pensjach pracowników, grożą upomnienia, nagany, a nawet utrata pięciu pensji.źródło: Bedą zwolnienia w administracji rząd chce oszczędzić 1 mld zł
Rynek IT w Polsce wzrośnie do 25 mld zł w 2010Rynek IT wychodzi z kryzysu. Jego wartość wzrośnie w 2010 r. o ponad 3% do ok. 25 mld zł. W kolejnym roku możliwy jest już wzrost dwucyfrowy. Rośnie optymizm dostawców rozwiązań IT, którzy szans dla rozwoju rynku upatrują przede wszystkim w ogólnej poprawie sytuacji makroekonomicznej i we wzroście popytu z sektora przedsiębiorstw.Według najnowszych danych firmy badawczej PMR wartość rynku IT w Polsce w 2009 r. spadła do poziomu 24,2 mld zł. Dynamika rynku mierzona w złotówkach była negatywna i wyniosła -10,1%. Prognozy z pierwszej połowy ubiegłego roku zakładały spadek na poziomie 8%. W sumie w ujęciu nominalnym spodziewaliśmy się, że wartość polskiego rynku IT będzie o ponad pół miliarda wyższa w 2009 r. Ostatecznie najbardziej przewidywalny okazał się spadek na rynku sprzętu, który skurczył się w ubiegłym roku o jedną piątą. Do widocznego w 2008 r. wyraźnego spadku na rynku komputerów i monitorów, w 2009 r. doszło również załamanie na rynku komputerów przenośnych. Mniejszemu popytowi, szczególnie w I poł. 2009 r., towarzyszył wzrost cen importowanego sprzętu spowodowany niekorzystnym kursem dolara. Warto podkreślić, że tego typu załamanie rynku IT w Polsce jest wydarzeniem bez precedensu. Wcześniej zdarzały się okresy stagnacji, ale spadek wartości rynku nie miał miejsca.Jeśli chodzi o strukturę rynku, to wyraźnie ewoluuje ona w stronę wyższego udziału w wydatkach na IT gospodarstw domowych oraz sektora MŚP. Kryzys tylko tę tendencję umocnił. Mimo wszystko, nadal niezagrożona pozostaje pozycja przedsiębiorstw dużych, których inwestycje w IT mają decydujące znaczenie dla sektora IT w Polsce.W tegorocznym badaniu kadry menedżerskiej 200 największych firm IT, przeprowadzonym w maju i czerwcu przez PMR, jak co roku pojawiły się pytania dotyczące dynamiki rynku IT. Jeśli chodzi o ubiegły rok większość respondentów odczuła, że polski rynek IT spadł. W przypadku roku 2010, 83% oczekuje wzrostu rynku IT, a średnia prognozowana przez respondentów dynamika na ten rok to 7% i 13% w roku 2011. Odpowiedzi respondentów wskazują, że branża powoli wychodzi z kryzysu i ogólnie, pomimo faktu, iż skutki spowolnienia gospodarczego są nadal odczuwane, respondenci są optymistyczni w odniesieniu do kolejnych lat. Nadal relatywnie najbardziej konserwatywne przewidywania, co do rozwoju rynku IT w ciągu najbliższego roku mają dystrybutorzy sprzętu. Nawet mimo widocznej w I poł. 2010 r. wyraźnej poprawy wyników sprzedaży.Sytuacja na polskim rynku IT nie odbiega od trendów światowych. Podobnie jak w innych krajach w 2009 r. widoczne było spowolnienie, a obecne prognozy są umiarkowanie pozytywne. Najmocniejsze odbicie jest spodziewane w sektorze administracji publicznej oraz w sektorze finansowym. Warto natomiast podkreślić, że polski rynek IT jest relatywnie mocny na tle innych rynków regionu środkowoeuropejskiego. „Stosunkowo duża jest stabilność i niewielka amplituda wahań pomiędzy spadkiem w roku 2009 i prognozowanym wzrostem w roku 2010. Dla porównania, według naszych szacunków spadek rosyjskiego rynku IT w 2009 r. wyniósł 25%, a prognozowany wzrost w roku 2010 to 7%” – komentuje Paweł Olszynka, analityk PMR i jeden z autorów raportu.W związku ze stopniowym wychodzeniem z kryzysu gospodarczego i sukcesywną poprawą notowań polskiej gospodarki branża IT zamknie rok 2010 na plusie. Bazując na wynikach końcorocznych firm i ich opiniach o sytuacji na rynku po pierwszych dwóch kwartałach 2010 r. oczekujemy wzrostu rynku IT w Polsce w całym 2010 r. o 3,3%. Podkreślamy, że z uwagi na wyraźny spadek rynku w 2009 r., nasze obecne prognozy są bardziej ostrożne, niż oczekiwania największych firm IT.Z prognoz PMR wynika, że rynek sprzętu, który najbardziej ucierpiał na skutek kryzysu, będzie również najszybciej odrabiał straty w latach 2010-2011. Klienci biznesowi, którzy masowo opóźniali wymiany sprzętu, będą z większą częstotliwością dokonywać zakupów. Dojdzie więc do rzadko spotykanej na polskim rynku IT sytuacji, kiedy to dynamika rynku sprzętu będzie w tych dwóch latach relatywnie najwyższa, w porównaniu do rynku oprogramowania i usług IT. W perspektywie 3-4 lat najbardziej prawdopodobne jest jednak, że zarówno usługi jak i oprogramowanie będą się rozwijać w wyższym tempie niż rynek sprzętu, który po dwóch latach bardziej intensywnych wzrostów wyhamuje. Powodem będzie rosnące nasycenie sprzętem w gospodarstwach domowych i presja na ceny, co pomimo wzrostu sprzedaży w sztukach przełoży się na niższe wyniki wartościowo.Podsumowując, warto jeszcze raz podkreślić, że biorąc pod uwagę lepsze niż wcześniej prognozowaliśmy wyniki makroekonomiczne, zdecydowanie nie ma obecnie podstaw by zakładać stagnację na rynku IT w Polsce. Najbardziej prawdopodobny scenariusz na kolejne lata to stopniowy (2010-2011) powrót do dwucyfrowej dynamiki wzrostu (2012-2014). Niewykluczone, że rynek IT może rozwijać się nawet szybciej niż przewidujemy i skuteczniej odrabiać zaległości z okresu spowolnienia. Szczególnie w przypadku bardziej dynamicznej sprzedaży komputerów i większej liczby nowych projektów wdrożeniowych, a także fali wymian sprzętu przez duże i średnie firmy.W tegorocznym badaniu kadry menedżerskiej 200 największych firm IT firma PMR zadała dodatkowe pytania mające na celu ocenę wpływu światowego kryzysu na branżę IT w Polsce. Ogólnie rzecz biorąc, aż trzy czwarte firm informatycznych przyznaje, że ich klienci ograniczyli wydatki na IT w 2009 r. w tym aż 45% zaznacza, że były to znaczne ograniczenia. Klienci 17% firm pozostawili wydatki na takim samym poziomie jak w 2008 r., natomiast jedna na dziesięć firm przyznaje, że jej klienci nieznacznie zwiększyli wydatki.W dalszej kolejności zapytaliśmy badane firmy o to, jakie są ich zdaniem najistotniejsze czynniki sprzyjające rozwojowi branży informatycznej w Polsce. Okazuje się, że czynnikiem stwarzającym największe szanse na rozwój sektora IT jest nadal, w opinii największych firm informatycznych w Polsce, poprawa sytuacji gospodarczej w Polsce i na świecie oraz wykorzystanie funduszy UE na inwestycje w IT. Warto jednak zaznaczyć, że liczba odpowiedzi wskazujących na te czynniki nieco zmalała w stosunku do poprzedniego roku. Z drugiej strony nieco więcej respondentów (o 3 p.p. w porównaniu do poprzedniej edycji badania) wskazuje na rozwój nowych technologii i typów usług jako czynnika rozwoju (np. wirtualizacja).W związku z przyznaniem Polsce (we współpracy z Ukrainą) praw do organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej EURO 2012, dodatkowo zapytaliśmy kadrę zarządzająca ankietowanych firm o szanse rozwoju dla branży w związku z przygotowaniami do tej imprezy. Okazuje się, że optymizm związany z upatrywaniem tego zjawiska jako szanse rozwoju wzrósł w stosunku do lat poprzednich – obecnie ponad połowa (54%) respondentów dostrzega w EURO 2012 dodatkową szansę rozwoju (o 10 p.p. więcej niż w roku ubiegłym i 3 p.p. więcej niż dwa lata temu).źródło: Rynek IT w Polsce wzrośnie do 25 mld zł w 2010
Lepsze wyniki biznesowe dzięki zaangażowanym pracownikomPolskie spółki giełdowe stoją przed wyzwaniem budowania zaangażowania swoich pracowników, które ma wpływ na wyniki biznesowe firmy. Jak wykazało globalne badanie Hewitt Associates obejmujące 4 mln pracowników w 1500 organizacjach, firmy charakteryzujące się poziomem zaangażowania pracowników powyżej 60%, osiągają wskaźnik TSR (stopa całkowitego zwrotu dla akcjonariuszy) na poziomie o 24% wyższym od średniego. Hewitt Associates prowadzi od 5 lat w Polsce Badanie Najlepsi Pracodawcy, które ocenia poziom zaangażowania pracowników w firmach. Badanie pozwala również wyłonić Najlepszych Pracodawców czyli takich, u których poziom zaangażowania pracowników jest najwyższy. W ostatniej edycji Badania udział wzięły też spółki giełdowe, co dało podstawę do analizy poziomu zaangażowania i czynników je budujących dla spółek notowanych na GPW. Wyniki Badania zostaną zaprezentowane podczas wrześniowego seminarium organizowanego przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych we współpracy z Hewitt i GPW w Warszawie, pt.: „Zaangażowanie pracowników a poprawa wyników finansowych spółki".Badanie Najlepsi Pracodawcy 2010 pokazało, m.in., że wśród największych wyzwań dla zarządów i departamentów HR w spółkach giełdowych są obok płac: utrzymanie talentów, employer branding i wypracowanie odpowiednich praktyk zarządzania i procedur wspierających firmę w osiąganiu wyznaczonych celów.Duży potencjał do poprawy w spółkach giełdowych tkwi także w takich pozapłacowych czynnikach zaangażowania, jak: kariera, uznanie, szkolenia i rozwój oraz praktyki i polityka personalna.Pomimo niskiej, ogólnej oceny satysfakcji z pracy, relatywnie wysoko ocenione zostały przez pracowników spółek giełdowych warunki pracy i równowaga pomiędzy pracą a życiem prywatnym. 51% badanych pracowników zgodziło się ze stwierdzeniem, że zachowują oni odpowiednią równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym, a kolejnych 27% raczej się z tym zgadza. Co istotne, czynnik ten został bardzo wysoko oceniony w porównaniu do średniej dla wszystkich badanych firm i był niewiele niższy niż u Najlepszych Pracodawców.Zarządy spółek giełdowych mogą być też zadowolone z nastawienia swoich pracowników do sprzedawanych przez nich produktów i usług – aż 63% wierzy, że oferowane przez nich usługi/produkty stanowią dla ich klientów wartościową propozycję.źródło: Lepsze wyniki biznesowe dzięki zaangażowanym pracownikom
Rekomendacja T: To nie koniec kredytów na dowódPo wejściu w życie pierwszych zapisów nowych zaleceń Komisji Nadzoru Finansowego już wiadomo, że kredyty bez zaświadczenia o zarobkach ostały się, a rozwiązaniem problemu jest rozmowa telefoniczna. Spontaniczny zakup telewizora na raty podczas wizyty w markecie wciąż będzie możliwy, co najwyżej potrwa kilka minut dłużej.Ogłoszona przed sześcioma miesiącami przez Komisję Nadzoru Finansowego rekomendacja T zasiała duże wątpliwości o przyszłość kredytów gotówkowych i ratalnych na oświadczenie. Powodem obaw był punkt 13.3 wydanego przez KNF zbioru zasad, dotyczących dobrych praktyk w zakresie zarządzania ryzykiem detalicznych ekspozycji kredytowych. Zgodnie z tą częścią rekomendacji, banki muszą mieć potwierdzenie dochodów klienta, a deklarowane przez niego wynagrodzenie można uznać za wiarygodne tylko wtedy, gdy jest możliwość jego weryfikacji. Wydawałoby się, że punkt ten całkowicie wyeliminuje tzw. kredyty na dowód, a stało się tak tylko w dwóch bankach, które postanowiły potraktować zalecenia komisji bardziej dosłownie (BGŻ i Eurobank).Banki po raz kolejny wykazały się kreatywnością podczas interpretacji zaleceń nadzorcy. Wspomniana wyżej weryfikacja wcale nie wyklucza przyjęcia oświadczenia o wysokości wynagrodzenia od klienta, ponieważ nie sprecyzowano jak ma ona przebiegać. W efekcie instytucje finansowe będą robić to, co część z nich robiła już wcześniej, status zatrudnienia i wysokość zarobków będą potwierdzać telefonicznie u pracodawcy. Jest potwierdzenie miejsca pracy, zarobków, a i od razu można wypytać, czy klient nie znajduje się w okresie wypowiedzenia lub czy firma nie jest w stanie likwidacji. Na wszelki wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy podać numer do kolegi zamiast do pracodawcy, banki korzystają z własnych baz numerów telefonicznych. W ostateczności może się to sprowadzać do wykorzystania informacji o zakładzie pracy dostępnych w internecie lub nawet książce telefonicznej. Oczywiście takie rozwiązanie sprawdzi się najlepiej w przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę, ale to właśnie ci klienci zawsze byli preferowani przez banki. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą, emerytów czy rencistów nie obejdzie się bez dostarczenia podstawowych dokumentów.Zaproponowany sposób weryfikacji w części banków był już wybiórczo stosowany, jednak żeby działania instytucji były zgodne z zaleceniami KNF, muszą być obligatoryjne stosowane w każdym z przypadków zaciągania kredytu na oświadczenie. Następstwem może być wydłużony czas analizy wniosków kredytowych, co zostanie szczególnie zauważone w przypadku weekendowych zakupów ratalnych. Podczas soboty i niedzieli pojawi się problem weryfikacji zatrudnienia u większości pracodawców, więc kupno telewizora na raty bez zaświadczenia o zarobkach potrwa chwilę dłużej. Trudniej dopiero będzie Rzeczywiste konsekwencje rekomendacji T dopiero nadejdą. Banki mają jeszcze niespełna cztery miesiące na dostosowanie się do kolejnych zaleceń, wśród których jest pkt 10.4, ograniczający relację zobowiązań kredytowych do dochodu. Miesięczna wysokość obciążeń z tytułu kredytów nie będzie mogła przekraczać 50 proc. wynagrodzenia, chyba że dochody gospodarstwa domowego przekraczają średnią krajową. Wtedy relacja ta wzrasta do 65 proc. W przeciwieństwie do próby ograniczenia kredytów na dowód, ten punkt ma szansę spowodować spowolnienie akcji kredytowej. Dzięki temu dostęp do kredytów miałyby tylko te osoby, które rzeczywiście na to stać.Jest to krok, który ma szansę spowodować, że mniej osób wpadnie w pętlę zadłużenia, a banki poprawią jakość portfeli kredytów detalicznych, których szkodowość wciąż rośnie, na co wskazują rosnące rezerwy i odpisy sektora bankowego w drugim kwartale br. Istnieje jednak poważne zagrożenie, że cześć kredytobiorców, którzy w ten sposób zostaną wykluczeni finansowo, pójdą po pieniądze do instytucji parabankowych. Wyniki finansowe banków po drugim kwartale wskazują, że banki mają wystarczające środki na prowadzenie akcji kredytowych, co mogłyby wykorzystać do zwiększenia sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nim wejdą w życie kolejne zapisy nowej rekomendacji. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez NBP wśród większości banków detalicznych na przełomie czerwca i lipca, banki spodziewają się zwiększonego popytu na kredyty, a mimo to nie planują luzowania polityki kredytowej. Jedynym więc rozwiązaniem, żeby zaspokoić popyt i zwiększyć sprzedaż do grudnia, to obniżenie ceny kredytów. Na to z kolei się nie zanosi, przynajmniej według bieżących obserwacji ofert. Prawdopodobnie dlatego, że banki wolą skupić się na sprzedaży bezpieczniejszych i lepiej spłacalnych kredytach mieszkaniowych.Podsumowując krótko skuteczność nowej rekomendacji można powiedzieć, że banki ponownie triumfują. Hipoteki walutowe bez wkładu własnego, jak i kredyty konsumpcyjne na dowód, wciąż funkcjonują w najlepsze i nie zanosi się na ich wycofanie. Jest jednak i optymistyczny akcent. Lepsza weryfikacja przy szybkich kredytach konsumpcyjnych na oświadczenie spowoduje, że liczba wyłudzeń pieniędzy na podstawie kradzionych dokumentów tożsamości spadnie, a przypomnijmy, że w samym drugim kwartale udaremniono takie próby na ponad 71 mln zł.źródło: Rekomendacja T: To nie koniec kredytów na dowód
MOMO chce budować automatyczne stacje paliwoweAż 440 samochodów przypada na 1000 mieszkańców Mazowsza, co daje temu regionowi pozycję lidera w Polsce. Podobnie wyglądają dane dotyczące ilości zarejestrowanych samochodów - 3 359 148. Mazowiecki kierowca przejeżdza rocznie około 10 000 km, spalając przeciętnie ok. 800 litrów paliwa. Między innymi te infomacje działają na inwestorów jak magnes, który skutecznie przyciąga spółki z branży paliwowej. Jedną z nich jest MOMO SA. Firma do końca 2015 roku zamierza zbudować sieć automatycznych stacji paliwowych składającą się z 31 obiektów. Pierwsza stacja zostanie uruchomiona w Grodzisku Mazowieckim do końca 2010 roku. Debiut spółki na rynku NewConnect zaplanowano w I poł. września 2010 roku.Środki niezbędne do zrealizowania planowanych inwestycji zostały m.in. pozyskane w ramach private placement. W ten sposób spółka zebrała 1,2 mln zł, co oznacza, że w 100% zostały wykonane pierwotne założenia dotyczące tego projektu. Pozostałe fundusze będą pochodziły z kredytów oraz leasingu. Do końca 2012 roku spółka zamierza zbudować 8 stacji paliwowych na terenie Mazowsza. W latach 2013-2015 MOMO S.A. planuje budowę kolejnych 23 stacji paliwowych zlokalizowanych w atrakcyjnych miejscach w obrębie osiedli mieszkaniowych. Inwestycje spółki MOMO będą wznoszone na niewielkich powierzchniach gruntu na podstawie wieloletnich umów dzierżawy. 40% wartości inwestycji sfinansowane będzie leasingiem.Spółka już teraz przystąpiła do realizacji swoich planów inwestycyjnych. Aktualnie trwają przygotowania do rozpoczęcia budowy pierwszej stacji paliw, która zostanie zlokalizowana w Grodzisku Mazowieckim. Firma otrzymała już pozytywną decyzję środowiskową oraz jest w trakcie uzyskiwania pozwolenia na budowę. Przy konserwatywnych założeniach stacja paliw powinna w skali roku przynosić przychód na poziomie ponad 9 mln zł.źródło: MOMO chce budować automatyczne stacje paliwowe
Franczyza turystyczna najbardziej dynamiczna w sektorze usługW sektorze usług w 2009 roku to branża turystyczna odnotowała najwyższą dynamikę przyrostu liczby systemów franczyzowych. Na koniec 2009 roku w Polsce funkcjonowało 12 franczyzowych firm turystycznych, z których 5 było nowych.Popularność franczyzy w turystyce widać również po przyroście jednostek licencyjnych. Przedsiębiorców przekonują statystyki wyjeżdżających na zagraniczne wakacje, których co roku jest ok. 7 miliona osób. Ubiegły rok zakończył się liczbą 192 licencyjnych biur podróży, o 20 proc. wyższą wobec 2008 roku. – Rynek wakacyjnych wyjazdów charakteryzuje się dużym potencjałem. Przedsiębiorcy coraz chętniej inwestują w turystykę, dostrzegając rosnący popyt na wyjazdy zagraniczne. Widzimy to po dynamice rozwoju naszej sieci, która w ciągu 6 miesięcy od rozpoczęcia działalności otworzyła 13 placówek licencyjnych. Do końca roku chcemy otworzyć kolejnych 10 biur podróży. – mówi Roman Fon, wiceprezes sieci biur turystycznych Multita.Optymistycznie zapowiada się również bieżący rok. Od stycznia na rynku działają dwie nowe sieci franczyzowe. TravKon i Travel Point są to biura turystyczne, które specjalizują się w dystrybucji usług wielu touroperatorów. Działają na zasadzie agencyjnej, a partnerzy pobierają prowizje od sprzedaży ofert podróży firm organizujących wyjazdy. Od początku roku TravKon otworzył 6 placówek franczyzowych, a Travel Point ma 3 nowe biura podróży. Pierwsze dwie placówki licencyjne w styczniu otworzyła również sieć Urlopy.pl.Rozwój we franczyzie kontynuują również firmy, które dłużej istnieją na rynku. W ostatnim półroczu Neckermann otworzył 3 placówki franczyzowe, Tui i Sun Club: 3, Multita: 10 i Ostatniemiejsca.pl: 30. Wśród największych touroperatorów najbardziej aktywny rozwój franczyzowy prowadzi Neckermann. Aktualnie firma posiada 37 placówek licencyjnych, natomiast docelowo ma ich być 60. Tui posiada 17 licencyjnych biur podróży, Scan Hoilday: 14, Ecco Holiday: 18, Triada: 21, a Exim Tour: 2. Neckermann planuje zamknąć 2010 rok z liczbą dodatkowych trzech placówek licencyjnych. Natomiast pozostali touroperatorzy (oprócz Ecco Holiday) postanowili w bieżącym roku wstrzymać rozwój biur franczyzowych. Podział franczyzy turystycznej na touroperatorów i pośredników Rynek turystyczny w Polsce dzieli się na touroperatorów i firmy pośredniczące w sprzedaży usług organizatorów wyjazdów. Obecnie w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych zarejestrowanych jest ok. 3 tys. podmiotów. Znaczną część z nich stanowią pośrednicy, którzy sprzedają usługi touroperatorów. Obecność pośredników to dobre rozwiązanie dla touroperatorów, którzy korzystając z ich usług mogą zaoszczędzić na rozwoju własnej sieci biur podróży. Takie działanie powinno konsolidować rynek turystyczny, jednak zbyt duża obecność niezrzeszonych agencji wpływa na jego rozdrobnienie. Sytuacja jednak zmienia się na lepsze. Rozwój franczyzy w branży turystycznych powoli porządkuje rynek. Coraz więcej firm sprzedających usługi touroperatorów prowadzi rozwój placówek licencyjnych zrzeszając je pod jednym szyldem. Taka sytuacja podnosi również jakość usług i uwiarygodnia sprzedawane oferty. Pośrednicy, którzy sprzedają franczyzę przywiązują dużą wagę do wyboru touroperatorów, z którymi współpracują. Na ich listę trafiają tylko obecni w Polskiej Izbie Turystyki z kilkuletnim doświadczeniem.Wśród najważniejszych firm franczyzowych, pośredniczących w sprzedaży ofert turystycznych jest Multita, Sun Club, Ostatniemiejsca.pl, Travel Point, TravKon i Urlopy.pl. Najdłużej istnieją pierwsze trzy wymienione. Sun Club pierwszą placówkę franczyzową otworzył w 2004 roku, Urlopy.pl w 2008 r., natomiast Multita w 2009 r. Aktualnie Sun Club posiada 16 placówek franczyzowych, Multita ma ich 13, natomiast w ramach sieci Ostatniemiejsca.pl funkcjonuje 30 jednostek licencyjnych.źródło: Franczyza turystyczna najbardziej dynamiczna w sektorze usług
Jak poprawić sytuację osób 50+ na rynku pracy?Według portalu bankier.pl w naszym kraju zatrudnionych jest tylko 32 proc. osób w wieku 55-64 lat. To jeden z najniższych wskaźników w krajach Unii Europejskiej. W Szwecji pracuje w tym wieku 70 proc. osób, w Wielkiej Brytanii 58 proc. Polacy odchodzą na emeryturę średnio już w wieku 58 lat, co oznacza, że przez jedną trzecią życia są bierni zawodowo. Zdaniem Jacka Męcina, doradcy zarządu PKPP Lewiatan aby zmienić ten stan rzeczy nie wystarczy przeprowadzić reformy emerytalnej, np. podnosząc wiek emerytalny, ale także trzeba zachęcić osoby 50+ do ponownej aktywności zawodowej. Konieczna jest zmiana nastawienia do tej grupy osób nie tylko ze strony rządu, ale także pracodawców i pracowników. Niezbędna jest przebudowa rynku pracy i polityki personalnej w firmach i instytucjach, tak aby jej integralnym elementem był stały rozwój pracownika, edukacja, inwestycja w szkolenia i profilaktyka zdrowotna.źródło: Jak poprawić sytuację osób 50+ na rynku pracy?
Bioinformatyka - rusza nowy kierunek studiówGenomed Sp. z o.o., Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych oraz Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie, Oddział w Gliwicach podpisały umowę o współpracy w celu realizacji projektu „Interdyscyplinarna kadra akademicka na rzecz rozwoju gospodarki opartej na wiedzy”.Najważniejszą częścią projektu jest utworzenie pierwszych w Polsce interdyscyplinarnych studiów doktoranckich „Bioinformatyka” prowadzonych przy współpracy jednostek akademickich, klinicznych, laboratoryjnych oraz biznesowych. Program wyróżnia merytoryczna specjalizacja w dziedzinie „Personal genomics”, czyli badania genomów ludzkich w celach diagnostycznych.- Od opublikowania pełnej sekwencji pierwszego genomu ludzkiego minęło zaledwie kilka lat. Dzisiaj wiemy już, że nadszedł czas przełomu w dziedzinie diagnostyki genetycznej i sekwencjonowania DNA człowieka. Przechowywanie, archiwizacja i przetwarzanie informacji zawartych w ludzkim genomie będzie wymagało dużej wiedzy zarówno informatycznej, jak i w dziedzinie biologii molekularnej. Dlatego też będąc jedną z czołowych polskich firm zajmujących się genetyką, zdecydowaliśmy się wesprzeć tę inicjatywę. Jako specjaliści i praktycy od genomiki oraz diagnostyki genetycznej nie tylko będziemy wykładać, ale damy również studentom możliwość praktycznego wykorzystania wiedzy w naszych laboratoriach. Przełoży się to na ich umiejętności i wartość na polskim, jak i międzynarodowym rynku pracy – mówi Marek Zagulski, prezes zarządu Genomed Sp. z o.o.Inicjatywa ta jest współfinansowana w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki Priorytet IV Poddziałanie 4.1.1 „Wzmocnienie potencjału dydaktycznego uczelni”. Dzięki dotacji studia doktoranckie będą w 85% finansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego oraz w 15% z budżetu Państwa.- Istnieje spore i stale rosnące zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników, którzy łączą wiedzę biomedyczną z informatyką. Przewidujemy, że absolwenci studiów doktoranckich „Bioinformatyka” znajdą zatrudnienie w jednostkach klinicznych i diagnostycznych, w firmach produkujących i dystrybuujących specjalistyczny sprzęt diagnostyczny i laboratoryjny, w sektorze farmaceutycznym oraz laboratoriach biologii molekularnej, a także w firmach, w sektorze informatyki, rozwijających aplikacje biomedyczne. Będą także mogli kontynuować pracę naukową – mówi prof. dr hab. Andrzej Polański z Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych.W ramach pierwszego etapu realizacji projektu, ramowy program studiów, który został już przygotowany, będzie szczegółowo rozwinięty. Zostaną opracowane materiały dydaktyczne z dodatkowym komponentem do zdalnego nauczania wzbogaconego o elementy multimedialne.W ramach projektu przewiduje się także zakup specjalistycznego oprogramowania niezbędnego do przeprowadzenia studiów oraz zakup odczynników dla prac laboratoryjnych, a także odczynników do tworzenia bibliotek i sekwencjonowania genomowego.Program 4—letnich studiów obejmuje 45 godzin wykładów na semestr, zajęcia laboratoryjne w wymiarze 40 godzin zajęć na semestr, warsztaty projektowe (project oriented learning) – 100 godz. zajęć projektowych w każdym semestrze oraz 20 tematów projektowych. Warsztaty będą odbywały się w grupach 2-3 osobowych. W trakcie jednego roku studiów w każdej z grup zrealizowane zostaną cztery tematy. W ramach projektu zagwarantowane są stypendia dla 10 doktorantów bioinformatyki oraz staże krajowe i zagraniczne.- Najbardziej poszukiwany profil kandydata to absolwent magisterskich studiów politechnicznych lub uniwersyteckich na kierunkach takich jak: biologia, biotechnologia, medycyna, analityka kliniczna, informatyka, fizyka, chemia, bądź kierunki pokrewne. Ważna dla nas jest średnia ocen ze studiów z przedmiotów ścisłych, która nie powinna być niższa niż 4. Kolejnym elementem kwalifikacji będzie wynik rozmowy kwalifikacyjnej w jęz. angielskim. Pod uwagę będą brane także zainteresowania naukowe kandydatów oraz ich predyspozycje do pracy naukowej. Ostateczną decyzję o przyjęciu i przyznaniu stypendium będzie podejmowała Komisja Rekrutacyjna powołana przez Rektora na wniosek Rady Wydziału – dodaje prof. dr hab. Andrzej Polański z Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych.źródło: Bioinformatyka - rusza nowy kierunek studiów
Zamiast reklamować informuj po znajomości71,1% polskich internautów twierdzi, że w mediach jest za dużo reklam, a kupując produkty kieruje się przede wszystkim opinią znajomego. Znajomi oraz rodzina mają największy wpływ na decyzje zakupowe Polaków. Ponad 50% z badanych unika reklam w Internecie i telewizji, stosując rozmaite strategie – od programów typu Adblock po wychodzenie z pokoju. Oto niektóre wyniki z badania „STOSUNEK POLAKÓW DO REKLAM”, przeprowadzonego przez Centrum Badań nad zachowaniami ekonomicznymi dla serwisu poznajomosci.plPrawie 90% internautów codziennie przegląda strony internetowe. 84% sprawdza skrzynkę e-mail, a tylko 71 procent ma czas na codzienne oglądanie telewizji – wynika z badania „Stosunek Polaków do reklam”. Jednocześnie, aż 71% twierdzi, że w mediach jest zdecydowanie za dużo reklam , a połowa badanych kategorycznie stwierdziła, ze reklamy ich irytują. Niepokojący dla reklamodawców może być fakt, że prawie 58% respondentów uważa treści reklamowe za nieprawdziwe, a przy tym też nudne (49%)! Dodatkowo reklama nie jest postrzegana jako dobre źródło informacji, o czym świadczy jedynie 33% pozytywnych wskazań. Sumarycznie, aż 53% respondentów przyznało, że unika reklam w internecie. Niewiele mniej, bo ok. 51% robi to samo z reklamą telewizyjną. Objawia się ono w różnych formach, a najbardziej ostrą przybrało w przypadku Internetu. Wyniki te pozwalają wyciągnąć wniosek, że pewna formuła reklamy konwencjonalnej powoli się kończy. Koniecznym jest poszukiwanie nowych form pozyskania klienta. Form, które będą mogły się poszczycić się opinią wiarygodnych i które nie będą irytować polskich konsumentów.Czy zgadza się Pan(i) z następującymi stwierdzeniami? (kliknij obrazek aby go powiększyć) Aby znaleźć alternatywne sposoby promocji produktów, warto wiedzieć, skąd konsumenci czerpią swoją wiedzę o produktach, które zamierzają kupić.Według przeprowadzonego badania, najważniejszym źródłem informacji o produktach i usługach jest opinia znajomego (63%). 61% z badanych czyta dodatkowo wypowiedzi na forach internetowych, a 57% - pyta się rodziny. Najrzadziej wybierane odpowiedzi to artykuł w gazecie oraz wypowiedź eksperta. Skąd, poza reklamą, czerpie Pan(i) informacje nt. produktów, które zamierza Pan(i) kupić? (kliknij obrazek aby go powiększyć) A jak się ma poszukiwanie źródeł informacji o produktach względem ich skuteczności? Okazuje się, że największy wpływ na decyzje zakupowe Internautów mają przede wszystkich opinia znajomego lub grupy znajomych, dalej członka rodziny. Znacznie gorzej pod tym względem wypadają już fora internetowe. Reklama zajmuje ostatnie, 9. miejsce.Jak Pan(i) może określić wpływ na Pana(i) decyzje zakupowe poszczególnych źródeł informacji o produktach? (kliknij obrazek aby go powiększyć) Jak Pan(i) ocenia wiarygodność poszczególnych źródeł informacji o produktach? (kliknij obrazek aby go powiększyć) Polacy bardziej skłonni są zaufać opiniom osób, które są mniej podatne na oddziaływania marketerów - zwykłych konsumentów takich jak oni. A najlepiej, jeżeli są to osoby, którym mogą zaufać z racji bliskich relacji społecznych.Co ma większy na Pana(i) decyzję zakupową? (kliknij obrazek aby go powiększyć) Siła oddziaływania na decyzje zakupowe społecznych źródeł informacji została ostatecznie potwierdzona poprzez sposób, w jaki respondenci odpowiadali na kolejne pytanie. Zapytani o największy wpływ na dokonywane przez siebie wybory respondenci wskazali opinię bliskiej osoby (42%) i grupy znajomych (24%). Są to wyniki wielokrotnie większe aniżeli w przypadku reklamy (3%) i ostatecznie przesądzają o tym, kto bądź co wywiera faktyczny wpływ na zachowania konsumenckie Polaków.Podsumowując, Polacy nie lubią reklamy, mają też świadomość, że kupując, ponoszą jej koszty, z których woleliby zrezygnować. Przyznają również, że to nie reklama, ale przede wszystkim opinia znajomych i rodziny ma największy wpływ na ich decyzje zakupowe. Serwis poznajomosci.pl to odpowiedź na ich potrzeby, wyrażone m.in. w powyższym badaniu. Dzięki poznajomosci.pl mają możliwość zakupu produktów nie tylko bezpośrednio polecanych przez ich znajomych. Otrzymują również zwrot kosztów reklamy, które dystrybutor wypłaca w gotówce po zakupie. źródło: Zamiast reklamować informuj po znajomości
Siła złota wsparciem dla dynamiki cen srebraW poniedziałek na porannym fixingu London Bullion Market cena złota wyniosła 1249,5 USD za uncję i była wyższa od piątkowego zamknięcia o 0,73%.Złoto od trzech dni utrzymuje się w okolicach poziomu 1250 USD. Podczas sesji piątkowej cena złota została sprowadzona do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego, którego granica przebiegała na 1235 USD. Jednak od początku sesji w USA, kwotowania kruszcu zostały wydźwignięte do poziomów otwarcia sesji azjatyckiej, czyli 1247 USD. Takie zachowanie sugeruje dużą siłę popytu. Strona popytowa od początku sierpnia utrzymuje cenę metalu w niezwykle równym i stabilnym trendzie wzrostowym. Do poprzedniego szczytu z czerwca tego roku brakuje zaledwie 1,3%. W związku z tym, do końca tej jesieni poprzedni rekord cenowy na poziomie 1265 USD powinien zostać poprawiony. Hwang Il Doo, makler w Korea Exchange Bank Futures Co. z siedziba w Seulu, powiedział „Złoto będzie kontynuować trend wzrostowy w kierunku przebicia szczytów. W momencie, gdy kruszec przebije poprzedni rekord jego cena wystrzeli do góry”.W ostatnich dniach na szczególną uwagę zasługuje srebro, które 25 sierpnia wybiło się z formacji trójkąta tworzonej przez okres czterech miesięcy. W ciągu 10 sesji cena srebra wzrosła o 10% i jest najwyżej od 19 marca 2008 roku. Aktualnie srebro kwotowane jest na rynku spot po 19,8 USD za uncję. Poziom docelowy wynikający z formacji wynosi 21,5 USD za uncje. W związku z tym, potencjał ruchu pozostałego do wypełnienia zasięgu formacji wynosi 8,4%.Od 1994 roku relacja cen srebra do cen złota, określana mianem „Gold/Silver Ratio”, poruszała się w przedziale od 46 do 80. Aktualnie wskaźnik ten ma wartość 63. W związku z tym, widać wyraźnie, że srebro nadal ma duży potencjał wzrostowy. A cena tego metalu powinna rosnąć tym bardziej, im większy jest apetyt na ryzyko wśród uczestników rynku. Gdyby przy obecnych cenach złota wskaźnik Gold/Silver Ratio miał osiągnąć swe minima odpowiadające poziomowi 46 z lat 1998 i 2006, to cena srebra musiałaby wzrosnąć o 36% do wartości 27 USD za uncje. Dick Poon, manager do spraw handlu metalami szlachetnymi w Heraeus Ltd., powiedział „Srebro jest tanie. Widzimy silny popyt inwestycyjny na małe sztabki srebra oraz popyt przemysłowy z sektora paneli słonecznych i fotowoltaicznych”. Poon szacuje, że sektor solarny skonsumował w tym roku 1,5 tys. ton srebra, czyli 48 mln uncji.źródło: Siła złota wsparciem dla dynamiki cen srebra
Przybywa złych kredytów przede wszystkim konsumpcyjnychZmieniła się metodologia prezentowania kredytów spłacanych nieterminowo, ale nie zmienił się trend. Klienci indywidualni i firmy nie dają bankom taryfy ulgowej: przysparzają coraz większych kłopotów. Wartość złych kredytów przedsiębiorstw i ludności przekroczyła w lipcu 58 mld zł. Jak wynika z najnowszych danych NBP, w lipcu odsetek nieregularnych kredytów dla gospodarstw domowych zbliżył się już do 7 proc. (z 6,7 proc. w czerwcu). W przypadku przedsiębiorstw wzrósł z 12,2 do 12,4 proc. Pocieszający jest jednak fakt, że w obu kategoriach miesięczne przyrosty niespłacanych kwot były niższe niż wcześniej. Pozytywną zmianę szczególnie da się zauważyć w statystykach dotyczących gospodarstw domowych. Ostatni raz mniejszy miesięczny przyrost złych kredytów niż w lipcu tego roku było widać w sierpniu 2009 r.Jak podaje bank centralny, po stronie firm wzrost nieregularnych kredytów wyniósł w lipcu 124 mln zł do 27,24 mld zł. W puli kredytów dla ludności wartość zadłużenia spłacanego z opóźnieniem lub wcale zwiększyła się o 634 mln zł i przekroczyła już 31 mld zł. (kliknij obrazek aby go powiększyć) Gros nowych nieregularnie spłacanych kredytów gospodarstw domowych to nadal pożyczki konsumpcyjne – ich suma w lipcu podwyższyła się o 500 mln zł do 19,25 mld zł. Na każde 100 zł pożyczone przez bank na konsumpcję do kas nie wraca na czas już ponad 16 zł. W przypadku kredytów mieszkaniowych, charakteryzujących się dużo wyższymi ratami, problem ten jest 10-krotnie mniejszy. Pula niespłacanych regularnie kredytów mieszkaniowych powiększyła się w lipcu o 84 mln zł, do ponad 4 mld zł. (kliknij obrazek aby go powiększyć) Rosnące rezerwy na niespłacane w terminie kredyty to nie tylko kłopot w relacjach z nierzetelnymi klientami, ale też wymierny wpływ na obniżkę wyników. Banki w 6 miesiącach tego roku zarobiły 5,4 mld zł. Odpisy wyniosły w tym czasie 5,9 mld zł (o 0,2 mld zł więcej niż w I połowie 2009 r.).W całym 2009 r. banki przeznaczyły na rezerwy 12 mld zł. Zysk netto sektora wyniósł natomiast 8,7 mld zł. Dla porównania w 2008 r. rezerwy wynosiły 5,3 mld zł, a zysk netto branży 13,7 mld zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 1,7 mld zł rezerw i 12,3 mld zł zysku netto. źródło: Przybywa złych kredytów przede wszystkim konsumpcyjnych
